Mało było w tym roku płyt, na które aż tak czekałam. Po fantastycznej VanilaHajs nadszedł czas na Keptn. Kawałki puszczone do sieci jeszcze przed premierą płyty zaraziły mnie i zrobiły smaczek na więcej. Zaostrzyły zęby. Tede jest w rapgrze od lat, to wszyscy wiemy. Miał swoje wzloty i upadki, był nawet przez pewien czas prezenterem telewizyjnym. Wszyscy znamy go z pierwszych płyt. VanilaHajs była ciekawa, swagowa i nowatorska. Idąc za tym tropem raper wybrał podobną ścieżkę. Ale. No właśnie. Ale pojawia się i rośnie z każdą kolejna chwilą.
Płyta jest dobra, choć zauważyć można że spada na nią wiele hejtów, szczególnie za odcięcie się od korzeni i nadmiar autotune’a. Na 26 kawałków znajdzie się jakieś dziesięć dobrych, naprawdę fajnie dopracowanych i warsztatowo bez zarzutów. Jeżeli miałabym oceniać ten projekt dałabym mu 7 na 10. Tedzik to pewien status, zawsze lubił eksperymenty i dobrą zabawę, co na tej płycie wybrzmiewa bardzo mocno. Nie odrzucajcie projektu biorąc tylko pod uwagę czyjeś opinie – sprawdźcie sami zanim coś powiecie, bo może się okazać, że akurat taki, nowatorski stal bardzo się wam spodoba. Czekam opinii i włączam płytę jeszcze raz do odsłuchu
